Inwentaryzacja sów, czyli spełnienie naszych snów

Doszedłem do wniosku, że relacja nie napisana możliwie najszybciej po zakończeniu wyprawy przeważnie nie powstaje już nigdy. W związku z tym, mimo późnej pory (za 20 minut wybije pierwsza w nocy), postanowiłem w krótkich żołnierskich słowach przedstawić wczesnowiosenną inwentaryzację sów w południowej części Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego dokonaną przez silną ekipę KOS UG.

Było to kolejne podejście do inwentaryzacji sów dokonane przez Koło. Tym razem charakteryzowało się nieco większym przywiązaniem do rzeczywistości, jako że przy poprzedniej próbie okazało się, że siły były liczone na zamiary, a powinno być odwrotnie.
Zbiórkę zarządzono na pętli tramwajowej w Oliwie, gdzie zebrała się silna ekipa pod wezwaniem (9 osób, o ile mnie pamięć nie myli – proszę o wybaczenie, ale ponieważ nie znam personaliów wszystkich uczestników, nie będę podawał listy osób biorących udział w akcji). Po skompletowaniu drużyny siłą naszych mięśni przenieśliśmy się na zielony szlak Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, gdzie Magda Hadwiczak i Piotr Nagórski przeprowadzili część teoretyczną inwentaryzacji, polegającą na wprowadzeniu obserwatorów w tajemniczy świat sów i metodyki ich liczenia. Po napełnieniu umysłów wiedzą ruszyliśmy na szlak, rozświetlany światłem latarek i czołówek.

Metodyka polegała na zatrzymywaniu się co pewien czas, dzieleniu na trzy zespoły znajdujące się w oddaleniu mniej więcej 50 m między sobą i odtwarzaniu z głośników głosów włochatki oraz puszczyka (a także drozda śpiewaka, którego donośny śpiew wybijał się w nagraniu). Poza ekipą odtwarzającą pozostałe osoby miały za zadanie nasłuchiwać, czy gdziekolwiek odzywa się jakikolwiek przedstawiciel sów. Odzywał się w jednym miejscu i w dodatku daleko – niezależnie jednak od tych okoliczności wyprawę można uznać za owocną, jako że jednego puszczyka udało się zinwentaryzować. Poza tym warto wspomnieć, że natrafiliśmy na szczyt aktywności głosowej sosny, która skutecznie konkurowała z innymi organizmami miejsce w eterze.

Oczywiście oddzielnym tematem jest specyficzna atmosfera towarzysząca pokonywaniu parkowych dróg i bezdroży (na tych ostatnich zawsze jednak można było w końcu dostrzec znak oznaczający szlak) skrytych w nocnych ciemnościach. Na szczęście żadne żarzące się oczy nie wpatrywały się w nas spomiędzy drzew, a wyłaniający się niekiedy zza chmur księżyc od czasu do czasu rozświetlał drogę, ale i tak trzeba było uważać np. na niespodziewane ataki gałęzi i korzeni. Niezapomnianych wrażeń dostarczyło zdobywanie i późniejsze opuszczanie zasypanych liśćmi wzniesień, na których gdzie niegdzie wciąż zalegały niewielkie połacie lodu. Wśród terenowych przeszkód, z jakimi przyszło się nam zmierzyć, znalazło się również bajoro w Dolinie Samborowo (tu apel do Piotra o wywiązanie się z publicznie złożonej obietnicy dotyczącej pokonania tego odcinka i rzekomo zapewnionej przez naszego kolegę gratyfikacji dla każdego, komu się to uda – udało się wszystkim).

Wyprawa zakończyła się w Niedźwiedniku, gdzie nazwy ulic (Zakopiańska, Podkarpacka) trafnie nawiązywały do ukształtowania okolicznych terenów. Część dzielnej drużyny osiadła na przystanku autobusowym, a pozostałe osoby ruszyły w stronę Galerii Bałtyckiej.

Serdecznie zapraszamy do udziału w kolejnych akcjach KOS-a – moc niezapomnianych wrażeń gwarantowana.

Antoni Marczewski
Sekretarz KOS UG

KOS liczył na międzyplonach

Koło Ornitologiczne Studentów UG brało udział w projekcie liczenia ptaków na tzw. międzyplonach. Miło nam poinformować, że w kwartalniku Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków “Ptaki” ukazał się artykuł przybliżający założenia i wyniki projektu. Serdecznie zapraszamy do lektury na tej stronie