image0001

Relacja z wyjścia Rozewie-Władysławowo

Wyjście odbyło się 21-wszego listopada (sobota) w atmosferze pięknej pogody. Po długich roszadach

w końcowych rozrachunkach do wyjścia przystąpiły 2/3 zarządu czyli Magda i Beata oraz moja

skromna osoba… Reszta planowanych osób zwyczajowo wymiękła – cieniasy. Plan był taki, że

Beaty rodzice fajnym trafem tego dnia wybierali się na półwysep helski, więc zabraliśmy się z nimi.

Po krótki komplikacjach związanych z niemożnością odnalezienia się w SKM miedzy mną a Magdą

dotarliśmy jakoś do Gdyni Cisowej. Stamtąd wyruszyliśmy już na Rozewie w dobrych humorach.

Na miejscu zaczęliśmy „czesanie” lustra wód Bałtyku. Na sam początek mieliśmy sporą gromadkę

lodówek, trochę krzyżówek, pojedyncze szlachary i markaczki. Wraz z przesuwaniem się w

kierunku Władka napotykaliśmy coraz większe zgrupowania kaczek z dużą przewagą liczebną

lodówek. Niestety jakoś w połowie trasy czar prysł i wraz ze zniknięciem kaczek pojawiły się

mewy i stonka turystyczna. Dla odmiany po namowie Magdy próbowaliśmy odczytać jakieś

plastiki na mewach, ale nie dość, że nie było takich z plastikami to były ledwo dwie z metalami

których nie udało się odczytać. W dobrych humorach dotarliśmy do portu we Władku i tam

postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na herbatę, podpatrując rybaków przygotowujących kuter.

Po krótkiej przerwie postanowiliśmy jeszcze przejść się na drugą stronę portu aby zobaczyć

jak wygląda wybrzeże Bałtyku w kierunku Helu. Niestety ptasi wygląd drugiej strony portu był

mizerny gdyż ptaków na wodzie nie było, poza kilkoma krzyżówkami, kormoranami i lodówkami.

Mewy siedziały daleko i nie chciało nam się do nich podchodzić… Z braku laku Pani Prezes

dobrała się do aparatu Pani wiceprezes i zaczęła się nim bawić… Zaproponowałem przedłużenie

wyjścia o trasę Władek-Puck ale dziewczyny tylko spojrzały na mnie wzrokiem po którym szybko

się wycofałem z propozycji. W drogę powrotną ponownie zabraliśmy się z Beaty rodzicami.

Tak zakończyliśmy ekscytujący wyjazd kołowy… Można mieć tylko nadzieję że frekwencja na

następnych wyjazdach będzie wzrastać…

Na wypadzie zaobserwowaliśmy:

Lodówka – 1500

Krzyżówka – 53

Perkoz dwuczuby – 55

Tracz szlachar – 9

Gągoł – 131

Markazka – 10

P.S.

Pewnie było i więcej ptaków i więcej gatunków ale komu się chciało to liczyć, a tym bardziej

setek juwenalnych mew.

Continue reading

Relacja z liczenia Puck-Władysławowo, 14.11.2009

Po raz pierwszy wziąłem udział w słynnym kulingowskim zimowym liczeniu ptaków wodnych, które obecnie jest zimowe tylko z nazwy. Zaznajomiony z tabelkami podsumowującymi poprzednie edycje, szczelnie wypełnionymi cztero-pięciocyfrowymi liczbami, miałem poważne obawy, czy moje zdolności poznawcze zdołają objąć tak ogromne koncentracje ptaków, do których nie przyzwyczaiły mnie rodzinne, środkowomazowieckie ziemie. Diabeł Pucyfik okazał się nie taki straszny, jak go malują w „Notatkach Ornitologicznych”. Na pewno duża w tym zasługa dr-a Dariusza Jakubasa, który wziął Magdę Wybraniec i mnie pod swoje opiekuńcze skrzydła i pozwolił obserwować nie tylko ptaki, ale również doświadczonego liczącego przy pracy.

Przewędrowaliśmy około 6-kiometrowy odcinek między Puckiem i Władysławowem. Po spotkaniu wczesnym rankiem na peronie dworca w Pucku (wczesny ranek oznacza w tym przypadku godzinę siódmą), wyruszyliśmy w kierunku tzw. Kaczego Winkla. Pod tą enigmatyczną nazwą kryje się niewielki parking na obrzeżach miasta, skąd mogliśmy rozpocząć przeczesywanie zatoki. Stado grążyc nie przytłoczyło wielkością – około 700 ptaków. Zdecydowaną większość stanowiły czernice, a głowienki towarzyszyły im w liczbie zaledwie 17. Dość liczne były perkozy dwuczube (ponad 80), a do tego dochodziły jeszcze czaple siwe, kormorany (tych niewiele) i śmieszki. Nad trzcinowiskami po drugiej stronie drogi polował myszołów, a kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę, mogliśmy jeszcze obejrzeć siedzącą na drutach pustułkę.
Dalej trasa wiodła wzdłuż malowniczego klifu. Ptaków niewiele, choć miłym widokiem było duże (ok.45 os.) stado czapli siwych. Obejrzeliśmy również kamień będący ołtarzem ofiar składanych Pucci – naszemu lokalnemu odpowiednikowi szkockiej Nessy. Potwór widać zadowala się składanymi darami i nie polował na gągoły, które towarzyszyły naszej wędrówce.

Jednym z najciekawszych fragmentów trasy był niewielki błotnisty cypel w rejonie Swarzewa. Wśród licznych świstunów, krzyżówek i cyraneczek, dostrzegliśmy młodocianą berniklę obrożną. Kolejną ciekawostką odnotowaną w tym miejscu była dość późna rybitwa czarna. Warto też wspomnieć o przelatującej nad naszymi głowami czapli białej.

Skontrolowaliśmy nie tylko brzeg zatoki, ale również zbiorniki oczyszczalni ścieków, które jednak nie wprawiły nas w szczególny zachwyt. Miłą odmianą po gapieniu się na blaszkodziobe było podpatrywanie żerujących sikor w olsach sąsiadujących ze ścieżką rowerową. Liczenia zakończyliśmy przy zatoce we Władysławowie, na której udało się naliczyć ponad 60 czapli siwych (łącznie tego dnia widzieliśmy 170 przedstawicieli tego gatunku) i 70 łabędzi niemych (tylko część łapała się jeszcze na nasz odcinek). Przeleciały również: dorosły bielik i kszyk.
Bardzo dziękuję dr Jakubasowi i Magdzie Wybraniec za niezwykle sympatyczną atmosferę panującą podczas przemarszu.

Antoni Marczewski

 Pełna lista zaobserwowanych gatunków (utworzona z wykorzystaniem serwisu www.awibaza.pl):

łabędź niemy    85
bernikla obrożna    1
świstun    43
krakwa    12
cyraneczka    59
krzyżówka    689
rożeniec    5
płaskonos    22
głowienka    17
czernica    766
gągoł    132
nurogęś    9
perkoz dwuczuby    91
kormoran    37
czapla biała    1
czapla siwa    170
bielik    1
krogulec    1
myszołów    3
pustułka    1
łyska    7
kszyk    1
śmieszka    200
mewa pospolita    10
mewa srebrzysta    Obecny
mewa siodłata    2
rybitwa czarna    1
czarnogłówka    1
bogatka    Obecny
modraszka    Obecny
srokosz    1
wrona siwa    7
kruk    3
dzwoniec    14
szczygieł    15
czyż    22
czeczotka    12